Dziś, kiedy Ojciec Święty jest w takim złym stanie, kiedy nie wiemy, co będzie i jak się cała sytuacja potoczy, przypomniałam sobie, jak 24 października zeszłego roku, dzień po naszej rocznicy Ślubu, pojechaliśmy na plac przed Bazyliką Świętego Piotra, aby Go zobaczyć…..i przyjąć Jego Błogosławieństwo.
Ta chwila, kiedy pojawił się w oknie swojego apartamentu, kiedy przemówił, pobłogosławił nas, pielgrzymów, była bardzo wzruszająca…..oczywiście wtedy łzy wzruszenia stanęły mi w oczach. Słabiutki był już wtedy, ale przynajmniej Go widzieliśmy i mogliśmy go wysłuchać.
Bo obecności na pierwszej papieskiej pielgrzymce w Polsce , kiedy byłam małym dzieckiem, nie pamiętam za dużo, jedynie czyjś (Papieża właśnie) mocny, silny głos…to z tamtych czasów wszystko, co pamiętam.
Teraz, zostaną wspomnienia na zawsze…wspomnienia wzruszające, wspomnienia Jego Błogosławieństwa, i tego, jak tłum Polaków skadnował "Kochamy Cię " i "zostań z nami"…
Wielki Człowiek i miałam okazję Go zobaczyć i usłyszeć na żywo. Dobrze, że miałam taką okazję…
