Muzealnie dziś będzie, ale pomyślałam, że zbiorę wyprawy do Muzeów w jednym wpisie.
Jednym z najprzyjemniejszych muzeów , jakie widzieliśmy w Rzymie okazała się Galeria Borghese. Mieści się ona w Villi Borghese położonej w pięknym parku. I willa i park zaprojektowane zostały w 1605 roku dla kuzyna Papieża Pawła V, Scypiona Borghese. Trzeba przyznać, że park, w którym posadzono podobno 400 sosen jest naprawdę przepiękny i warto się po nim przespacerować. Zresztą w drodze do Galerii idzie się szeroką aleją wprost do pałacu, w którym są zbiory.
Trzeba dodać, że w innej części parku jest Villa Giulia, w której są zbiory sztuki etruskiej i italskiej, niemniej jednak my tam nie trafiliśmy. Innym razem?
Wracając do Galerii Borghese, to jest ono podzielone na dwie części, galerię rzeźb i galerię obrazów. Z tego bardziej podobały nam się rzeźby, szczególnie, że tam właśnie podziwiać możemy największe dzieła Berniniego. Przechadzając się, wspominałam slajdowiska na studiach, kiedy to usiłowano nam na płaskim przecież slajdzie choćby przybliżyć te dzieła…ale tak się nie da. Rzeźby po prostu trzeba podziwiać samemu, na żywo, czyli właśnie podziwiając ich trójwymiarowość. Aby dostrzec, jak w rzeźbie "Porwanie Prozerpiny", kiedy wydaje się, że ciało rzeźby jest żywe, bo przecież ulega naciskowi silnych palców porywającego Prozerpinę, ciało ugina się po prostu pod naciskiem siły jego palców…
Inna piękna rzeźba, to Apollo i Dafne, kiedy to Dafne, nie chcąc poddać się Apollowi, zmienia się na jego oczach w drzewko laurowe…widzimy już to częściowo jeszcze jej ciało, już to częściowo owe drzewko, wydawać się może, że owa przemiana nie dokonuje się tylko na oczach Apollo, ale na naszych właśnie ……..
Tu również możemy zobaczyć rzeźbę Dawid, również działa Berniniego, jak ten ze skupioną miną zaraz rzuci kamieniem w Goliata…wydaje się, że niemal za chwilę usłyszymy brzdęk rozbijanej szyby, kiedy wreszcie kamień z procy zostanie uwolniony.
W Galerii Borghese oczywiście są nie tylko rzeźby Berniniego, ale te najbardziej utkwiły mi w pamięci.
Zbiory Watykańskie…No, o nich można by zapewne mówić godzinami. Niestety, zbiory pewnie trzeba by sobie podzielić na kilka dni zwiedzania, bo inaczej, to jest to moim zdaniem bezsensowne. To troche, jak z Luwrem, czy innymi wiekszymi galeriami, albo zwiedzisz cześć, i wtedy coś w tego wyniesiesz, albo będziesz sie miotać i na koniec wyjdziesz z wrażeniem kociokwiku:)
Tak, czy siak, ja w zbiorach Watykanskich nastawiałam się na kolekcję starożytności (ach te mumie, super, super) i potem już kilka rzeźb , jak Grupa Laokoona, Apollo Belwederski no i przede wszystkim Stanz Rafaela i Kaplicy Sykstynskiej. Już oglądając odnowione pięknie freski ze Stanz wspominałam, kiedy to o tym wszystkim sie uczyłam i wtedy nawet nie śmiałam marzyć, że kiedyś zobaczę to na własne oczy…A teraz widziałam to jedno z największych dzieł sztuki renesansu na własne oczy…marzenia się spełniają.
Ale najciekawsze przed nami, Kaplica Sykstyńska…tyle lat oglądałam je na reprodukcjach, w albumach, na zdjęciach, szczególnie to chyba najsłynniejsze przekazanie życia , czy jak mówi przewodnik , siły ducha i umysłu, Adamowi , te dwie dłonie, których palce niemal się stykają.
Czytałam też wcześniej o ogromie pracy, o męcę twórczej Michała Anioła przy tworzeniu fresków Kaplicy Sykstyńskiej we wspaniałej książce "Udręka i Ekstaza" Irving’a Stone’a. Teraz , wchodząc do Kaplicy Sykstyńskiej wszystko to, wcześniej oglądane zdjęcia, powieść, stają mi w oczach. Niestety, nie ma mowy o cichej kontemplacji dzieła…W Kaplicy tłum, w dodatku dość gwarny, mimo, że turyści są uciszani, to jednak Kaplica, w której odbywają się nabożeństwa.
Zadzieramy więc głowy do góry i…podziwiamy…dobrze, że wzięliśmy ze sobą lornetkę, tak jest ciekawiej, bo możemy skupić się na szczegółach.
Cieszymy się oboje, że mogliśmy zobaczyć to na własne oczy. I rozumiemy, czemu od tylu lat aż tak zachwyca to ogladających…
Kolejnym muzeum, które powinno się według mnie odwiedzić, jeśli jest się miłośnikiem sztuki, to Muzea Kapitolińskie. Zbiory są w dwóch pałacach, Palazzo Nuovo (projektu Michała Anioła) i Palazzo dei Conservatori . I znowuż mieliśmy nieco pecha, bo w czasie naszego zwiedzania nie wszystkie zbiory były dostępne, zamknięta była galeria obrazów ( a można w niej podziwiać dzieła Veronesa, Caravaggia, Tycjana, Tintoretta,m van Dycka), ale za to obejrzeliśmy rzeźby i niektóre obrazy.
Z rzeźb nie można przegapić kilku, miedzy innymi słynnej Wilczycy Kapitolińskiej , owej etruskiej rzeźbie z brązu, która po dodaniu prawdopodobnie w 15 wieku dwóch rzeźb Romulusa i Remusa , stała się jednym z symboli Rzymu.
Jedną z moich ulubionych rzeźb z tamtych zbiorów była rzeźba małego chłopca, który przysiadł, aby ze swej stopy wyjąć cierń, jestto rzeźba nazywana Spinario.
Ze śmiesznych przygód muzealnych mogę polecić Muzeum Figur Woskowych, raczej mało znane i małe także samo w sobie, z kilkoma salami, po których chyba z rzadka ktoś się przechadza. Same figury są dość zabawne, ale to zawsze taki mały odskok od wielkiej sztuki Rzymu.
