Szlakiem starożytności i rzymskich fontann…

Ponieważ uwielbiam ruiny i starożytne pozostałości, więc wyprawa na Forum Romanum była dla mnie jednym z przyjemniejszych spacerów.
Wejście jest darmowe. Pozostaje więc tylko cieszyć się historią nas otaczającą.
Mieliśmy to wielkie szczęście, że chociaż byliśmy w końcu października, to pogoda była jak u nas w Polsce w lecie. Można było nosić t-shirty i krótkie spodnie. Wspaniale!
Tego dnia pogoda szczególnie dopisała, okulary słoneczne były więc nieodzownym dodatkiem zwiedzania:)
Rzeczywiście jest tam co oglądać. Pozostałości świątyń, na przykład Kastora i Polluksa, Westy, Saturna, dwa wspaniałe łuki, jak Łuk Septymiusza Sewera i Tytusa. I inne wspaniałości. Warto zwiedzić, aby zobaczyć, jak wyglądało forum starożytnego Rzymu.
Idąc wzdłuż Forum Romanum wychodzi się niemal na Koloseum. Kiedy patrzy się na Koloseum po prawej stronie można podziwiać jeszcze jeden łuk, Łuk Konstantyna.
Koloseum robi wrażenie. W telewizji wydawał się mniejszy, nie wiem, może mnie się jedynie tak wydawało.
W każdym razie jest to jedna z bardziej interesujących budowli i konieczna obejrzenia podczas wizyty w Rzymie.
Spacerując po Koloseum przypominaliśmy sobie jego niewesołą przecież historię, walki gladiatorów i jak potem mordowano tam pierwszych Chrześcijan. Jak jednak można przypuszczać takie "przedstawienia" musiały cieszyć się popularnością, gdyż podobno mieścić się tam mogło 55 000 widzów.
Jest to przecież największy rzymski amfiteatr, który wznoszono od 72 roku na rozkaz Cesarza Wespazjana.
Kiedy myślę Rzym , przed oczami jawi mi się tłum na chodnikach, w ustach smak pysznych lodów w San Crispino na Via Panetteria 42, ale i przede wszystkim fontanny…..polecam wszystkim, którzy mają czas, aby przeszli się kiedyś szlakiem wspaniałych i uroczych fontann rzymskich.
Począwszy od wspomnianych już przeze mnie Fontanny di Trevi, i fontann na Piazza Navona, ale również mniejszych , jak Fontanna Trytona dzieła Berniniego na Piazza Barberini, gdzie Tryton z zapałem dmie w muszlę, również przy tym placu Fontanba delle Api, w kształcie muszli, na której widzimy trzy pszczoły spijające wodę spływającą do basenu fontanny. Nie pomińcie jej podczas swoich wędrówek po Rzymie, aczkolwiek rzeczywiście nieco trudno ją znaleźć, gdyż jest nieco w rogu Placu.
Natomiast moją ulubienicą wśród fontann na zawsze chyba, przynajmniej w Rzymie, pozostanie Fontanna z żółwiami, perełka renesansowych rzeźb. Przedsatwia ona chłopców pomagających żółwikom wspiąć się na misę fontanny. Znajdziecie ją na Piazza Mattei.
Niemniej jednak spacerując po Rzymie co krok natyka się człowiek na fontanny, niektóre bardzo sympatyczne, jak taka mała, którą wypatrzyliśmy na tylnej ścianie Archiwum Akt Miasta Rzymu, gdzie fontanna miała kształt ksiąg, z których spływałą woda. Można wypatrzyć mniej znane, a ciekawe. Może warto czasem zrobić sobie spacer niekoniecznie tylko po budowlach i muzeach a właśnie w poszukiwaniu pięknych, czy śmiesznych fontann…polecam.

Spotkania z naprawdę wielką sztuką

Muzealnie dziś będzie, ale pomyślałam, że zbiorę wyprawy do Muzeów w jednym wpisie.
Jednym z najprzyjemniejszych muzeów , jakie widzieliśmy w Rzymie okazała się Galeria Borghese. Mieści się ona w Villi Borghese położonej w pięknym parku. I willa i park zaprojektowane zostały w 1605 roku dla kuzyna Papieża Pawła V, Scypiona Borghese. Trzeba przyznać, że park, w którym posadzono podobno 400 sosen jest naprawdę przepiękny i warto się po nim przespacerować. Zresztą w drodze do Galerii idzie się szeroką aleją wprost do pałacu, w którym są zbiory.
Trzeba dodać, że w innej części parku jest Villa Giulia, w której są zbiory sztuki etruskiej i italskiej, niemniej jednak my tam nie trafiliśmy. Innym razem?
Wracając do Galerii Borghese, to jest ono podzielone na dwie części, galerię rzeźb i galerię obrazów. Z tego bardziej podobały nam się rzeźby, szczególnie, że tam właśnie podziwiać możemy największe dzieła Berniniego. Przechadzając się, wspominałam slajdowiska na studiach, kiedy to usiłowano nam na płaskim przecież slajdzie choćby przybliżyć te dzieła…ale tak się nie da. Rzeźby po prostu trzeba podziwiać samemu, na żywo, czyli właśnie podziwiając ich trójwymiarowość. Aby dostrzec, jak w rzeźbie "Porwanie Prozerpiny", kiedy wydaje się, że ciało rzeźby jest żywe, bo przecież ulega naciskowi silnych palców porywającego Prozerpinę, ciało ugina się po prostu pod naciskiem siły jego palców…
Inna piękna rzeźba, to Apollo i Dafne, kiedy to Dafne, nie chcąc poddać się Apollowi, zmienia się na jego oczach w drzewko laurowe…widzimy już to częściowo jeszcze jej ciało, już to częściowo owe drzewko, wydawać się może, że owa przemiana nie dokonuje się tylko na oczach Apollo, ale na naszych właśnie ……..
Tu również możemy zobaczyć rzeźbę Dawid, również działa Berniniego, jak ten ze skupioną miną zaraz rzuci kamieniem w Goliata…wydaje się, że niemal za chwilę usłyszymy brzdęk rozbijanej szyby, kiedy wreszcie kamień z procy zostanie uwolniony.
W Galerii Borghese oczywiście są nie tylko rzeźby Berniniego, ale te najbardziej utkwiły mi w pamięci.
Zbiory Watykańskie…No, o nich można by zapewne mówić godzinami. Niestety, zbiory pewnie trzeba by sobie podzielić na kilka dni zwiedzania, bo inaczej, to jest to moim zdaniem bezsensowne. To troche, jak z Luwrem, czy innymi wiekszymi galeriami, albo zwiedzisz cześć, i wtedy coś w tego wyniesiesz, albo będziesz sie miotać i na koniec wyjdziesz z wrażeniem kociokwiku:)
Tak, czy siak, ja w zbiorach Watykanskich nastawiałam się na kolekcję starożytności (ach te mumie, super, super) i potem już kilka rzeźb , jak Grupa Laokoona, Apollo Belwederski no i przede wszystkim Stanz Rafaela i Kaplicy Sykstynskiej. Już oglądając odnowione pięknie freski ze Stanz wspominałam, kiedy to o tym wszystkim sie uczyłam i wtedy nawet nie śmiałam marzyć, że kiedyś zobaczę to na własne oczy…A teraz widziałam to jedno z największych dzieł sztuki renesansu na własne oczy…marzenia się spełniają.
Ale najciekawsze przed nami, Kaplica Sykstyńska…tyle lat oglądałam je na reprodukcjach, w albumach, na zdjęciach, szczególnie to chyba najsłynniejsze przekazanie życia , czy jak mówi przewodnik , siły ducha i umysłu, Adamowi , te dwie dłonie, których palce niemal się stykają.
Czytałam też wcześniej o ogromie pracy, o męcę twórczej Michała Anioła przy tworzeniu fresków Kaplicy Sykstyńskiej we wspaniałej książce "Udręka i Ekstaza" Irving’a Stone’a. Teraz , wchodząc do Kaplicy Sykstyńskiej wszystko to, wcześniej oglądane zdjęcia, powieść, stają mi w oczach. Niestety, nie ma mowy o cichej kontemplacji dzieła…W Kaplicy tłum, w dodatku dość gwarny, mimo, że turyści są uciszani, to jednak Kaplica, w której odbywają się nabożeństwa.
Zadzieramy więc głowy do góry i…podziwiamy…dobrze, że wzięliśmy ze sobą lornetkę, tak jest ciekawiej, bo możemy skupić się na szczegółach.
Cieszymy się oboje, że mogliśmy zobaczyć to na własne oczy. I rozumiemy, czemu od tylu lat aż tak zachwyca to ogladających…
Kolejnym muzeum, które powinno się według mnie odwiedzić, jeśli jest się miłośnikiem sztuki, to Muzea Kapitolińskie. Zbiory są w dwóch pałacach, Palazzo Nuovo (projektu Michała Anioła) i Palazzo dei Conservatori . I znowuż mieliśmy nieco pecha, bo w czasie naszego zwiedzania nie wszystkie zbiory były dostępne, zamknięta była galeria obrazów ( a można w niej podziwiać dzieła Veronesa, Caravaggia, Tycjana, Tintoretta,m van Dycka), ale za to obejrzeliśmy rzeźby i niektóre obrazy.
Z rzeźb nie można przegapić kilku, miedzy innymi słynnej Wilczycy Kapitolińskiej , owej etruskiej rzeźbie z brązu, która po dodaniu prawdopodobnie w 15 wieku dwóch rzeźb Romulusa i Remusa , stała się jednym z symboli Rzymu.
Jedną z moich ulubionych rzeźb z tamtych zbiorów była rzeźba małego chłopca, który przysiadł, aby ze swej stopy wyjąć cierń, jestto rzeźba nazywana Spinario.
Ze śmiesznych przygód muzealnych mogę polecić Muzeum Figur Woskowych, raczej mało znane i małe także samo w sobie, z kilkoma salami, po których chyba z rzadka ktoś się przechadza. Same figury są dość zabawne, ale to zawsze taki mały odskok od wielkiej sztuki Rzymu.

Spacerkiem po Rzymie…

Mam przynajmniej jednego czytelnika, który czeka na dalsze wpisy, a więc mobilizuję się i dodaję słów parę na temat "Wiecznego Miasta".

Rzym, mimo, że zatłoczony, zwiedza się głównie na piechotę. Można jeździć metrem, ja akurat miałam na rzymskie metro alergię, ale samochodem na pewno jest bardzo niewygodnie.

Pozostają więc własne nogi, dlatego warto zaopatrzyć się w wygodne obuwie.

Następny nasz dzień pobytu w Rzymie to ponowne obejrzenie Fontanny di Trevi (wciąż dużo turystów, choć nie tak wielu, jak w niedzielę), wrzucenie do niej monety (podobno ma się sprawdzać, że to zapewnia powrót do Rzymu.

Kierunek? Panteon. Budowla budząca respekt. Szczególnie , kiedy znajdujesz się wewnątrz. Spoglądasz na owalny otwór w wielkiej kopule…podobno najpiękniejszy "spektakl" dzieje się podczas deszczu, kiedy krople lecą wprost na głowy zwiedzających i marmurową posadzkę. Tak, czy inaczej ta rzymska budowla, to obowiązkowy punkt programu wszystkich wycieczek. Tym bardziej, że znajdują się tam groby sławnych ludzi, między innymi Rafaela.

Ruszyliśmy dalej, aby podziwiać moim zdaniem jeden z ładniejszych pomników, a raczej obelisków rzymskich, a mianowicie egipski obelisk na słoniu zaprojektowanym przez Berniniego, który znaleźć można przed Kościołem Santa Maria sopra Minerva (Piazza della Minerva).Słoń podtrzymujący na swych plecach stary obelisk ma być symbolem cech mądrości chrześcijańskiej, jako , że ze starożytności słoń jest symbolem inteligencji i wierności.

W 13-wiecznym Kościele znajduje się grób Świętej Katarzyny ze Sieny. Także jest on jednym z ładniejszych gotyckich przykładów architektury Rzymuz pięknie ozdobionym sklepieniem.

Następnie nasze kroki skierowaliśmy na Piazza Navona, gdzie również koniecznie trzeba pójść będąc w Rzymie i podziwiać tam zarówno architekturę placu, jak przede wszystkim 3 przepiękne fontanny tam się znajdujące, którymi są: Fontanna del Moro projektu Berniniego, również jego projektu Fontanna dei Quatro Fumi (czyli 4 rzek wtedy znanych :Gangesu, Dunaju, Nilu i La Platy) i Fontanna di Nettuno.

Po południu, po pożywnej pizzy ruszyliśmy w stronę Tybru. Nabrzeże jest ładne, wzdłuż rzeki rosną platany i jest to chyba jedno ze spokojniejszych mijesc Rzymu. Nie przeprawiliśmy tym razem się na drugą stronę rzeki , aby zwiedzić Zamek Świętego Anioła, czyli Castel Sant’ Angelo, podziwialiśmy jedynie jego masywną budowlę i most Świętego Anioła projektu Berniniego.

Ruszyliśmy natomiast w stronę Campo dei Fiori. Ruszyliśmy jedną z najprzyjemniejszych dzielnic "Wiecznego Miasta", przepiękną uliczką Via Giulia, aby po jakimś czasie dotrzeć do owej miłej dla oka renesansowej dzielnicy Rzymu, jaką jest Campo dei Fiori. Życie skupia się tam oczywiście na głównym placu, jakim jest Piazza Campo de’ Fiori. Na placu z rana odbywa się kolorowym targ kwiatowy, który pozostawia niezapomniane wrażenia i jedno z najmilszych miejsc stolicy Włoch.

Wracając jeszcze do samej uliczki Via Giulia, która jest jedną z moich ulubionych rzymskich uliczek, to zwieńczeniem jej jest Palazzo Farnese, w którego budowie uczestniczył sam Michał Anioł.

Idąc prawie do końca tej 16-wiecznej uliczki zaprojektowaną przez Bramantego dla Papieża Juliusza II della Rovere,po której obu stronach są pałace, kościoły i sklepiki, galerie, po swojej prawej stronie ujrzeć można zabawną fontannę. Jest to Fontanna del Mascherone. Jest to maska, z której ust wypływa woda wprost do basenu fontanny. Czy przedstawia ona kogoś, kto przesadził mocno z alkoholem?:)

Dzień zakończyliśmy w bardzo przyjemnej chińskiej resturacyjce.