Podróż do Rzymu…chyba więcej było oczekiwania i może nieco na wyrost, albo nie jest to moje najukochańsze miejsce pod słońcem. Owszem, podobało mi się w "Wiecznym Mieście", ale nie aż tak bardzo, żebym teraz marzyła o szybkim do niego powrocie.
Po pierwsze, na pewno to wynikało z tego, że polecieliśmy tam pod koniec października, ale była taka masa turystów, że czasem miałam wrażenie, że nie może być bardziej tłoczno. Pewnie , że może, na przykład w Japonii:)
Tak, czy inaczej, chociaż całą podróż oceniam na plus, to nie była to taka, któą będę wspominać często.
Nawet teraz zastanawiam się, co pisać….nie umiem w sumie ubrać tego, co czuję do Rzymu w słowa. Nie wiem, czy to wina tego, że próbuję to opisać już dobrych parę miesięcy po podróży, a nie na gorąco, czy to właśnie znak, że było miło, ale nie super.
No, ale spróbujmy, przynajmniej napiszę coś niecoś o zabytkach.
Przyznam się od razu, że chyba o tym, że Rzym mnie nie zachwycił mogło zadecydować też , że bardzo dużo w nim zabytków barokowych, a tego okresu w sztuce nie znoszę…
No, ale do dzieła.
Schody Hiszpańskie…zatłoczone były potwornie. Z ich szczytu możemy podziwiać piękną panoramę, ludzie siedzą co krok i czasem trudno aż zejść nimi na dół. W dodatku strasznie dużo jakichś handlarzy i oczywiście kieszonkowców. Tego w Rzymie obawiałam się bardzo, bo wszyscy przed tym ostrzegali i to chyba również rzutowało na moje postrzeganie tego miasta. Owszem, bez paniki, ale trzeba być czujnym. Po życiu w Warszawie jednak nie jest to trudne, trzeba po prostu pilnować pieniędzy, trzymać plecak, czy torebkę przed sobą, szczególnie już przy zatłoczonych miejscach turystycznych, gdzie zawsze jest tłum. Sami widzieliśmy kulku kieszonkowców, nie w akcji, ale obserwujących potencjalnych okradanych…
Zwiedzanie zaczęliśmy w niedzielę, wiec ten pierwszy dzień spędziliśmy na piechotę ( w sumie cały czas w Rzymie chodziliśmy, metro było jednym z najgorszych jakie widziałam brrr). Wiele zabytków, szczególnie Kościołów tego dnia jest zamkniętych, więc postanowiliśmy się powłóczyć. Najpierw więc dotarliśmy do Schodów Hiszpańskich, które były oddalone o jakieś 15 minut spacerem od naszego hotelu. Potem zeszliśmy nimi w dół i podeszliśmy na Piazza di Popolo. Tam podziwialiśmy egipski obelisk na placu, ładne fontanny, a także obiecaliśmy sobie wstąpić , jak będzie możliwość do Kościoła Santa Maria del Popolo, gdzie są dwa obrazy Caravaggio. Innego dnia to uczyniliśmy i muszę przyznać, trzeba je zobaczyć. Ja osobiście Caravaggio sztukę bardzo lubię, więc dla mnie to była gratka. A już zobaczyć obrazy wiszące we wnętrzu Kościoła a nie w Muzeum, to na pewno jest ciekasze. Te dwa obrazy, to "Ukrzyżowanie Świętego Piotra" i "Nawrócenie Świętego Pawła" znajdują się w Kaplicy Cerasi.
Wędrując Via del Corso, jedną z najsłynniejszych rzymskich ulic, podziwiając wystawy (niektóre sklepy są otwarte), nabywamy lody i idziemy dalej. Dla mnie , wiecznego zmarźlaka, wędrówka 17 października w t-shircie i lekkiej kurteczce i zajadanie się lodami, to wielką przyjemność i cieszę się, że mogę tak wrócić na jesieni do lata:)
Obejrzeliśmy Kolumnę Marka Aureliusza i usiłowaliśmy obejrzeć słynną Fontannę di Trevi, ale tego dnia, przypominam, że była to niedziela, było tam tak tłoczno, że rzuciliśmy tylko okiem i postanowiliśmy, że wrócimy tam jeszcze któregoś dnia w tygodniu, kiedy może będzie mniej turystów.Tak też uczyniliśmy , ale przyznam się, że wcale nie mniej turystów ( i kieszonkowców:) można tam było spotkać. Sama fontanna robi wielkie wrażenie. Projekt jej zrealizowano w 1762 roku. Mówią, że w miejscu, w którym stoi miało być ujęcie wody akweduktu Aqua Virgo , który zbudowano w 19 roku przed naszą erą.
Rzekomo źródło wody odkryła dziewczynka Trivia i stąd podobno fontanna miała wziąć swą nazwę. Patrząc na fontannę, na jednym z reliefów może my zobaczyć przedstawienie Trivii , która wskazuje źródło, z którego wypływa woda.
Ruszyliśmy w kierunku Il Vittoriano. To pomnik Wiktora Emanuela II Sabaudzkiego, któy był pierwszym krolem zjednoczonych Włoch i gmach za pomnikiem. Tamże mieści się muzeum pamątek z czasu walk Włoch o zjednoczenie. Poniżej, za pomnikiem króla jest również Pomnik Nieznanego Zołnieża, poświęcony żołnierzom z okresu Pierwszej Wojny Światowej, jest według mnie symbolem i hołdem złożonym wszystkim tym, ktorzy z wojen do rodzinnych maist, wiosek , rodzin i najbliższych nie dotarli spowrotem.
Potem tylko rzut oka na Koloseum wznoszące się nieco przed nami, ale tego dnia już nie mieliśmy siły na zwiedzanie, więc najpierw poszliśmy na pizzę, a potem wolnym spacerem, wróciliśmy do hotelu.
