wybór bazy…

…na wyprawę to podstawa. My chcieliśmy zatrzymać się nieopodal Kłodzka, wszak zwiedzać mieliśmy Ziemię Kłodzką, jednak nie w samym mieście bo chcieliśmy mieć spokój i ciszę. Niezłym miejscem okazało się Stronie Śląskie. Sądzę, że mało kto wie, jak bardzo aktywnie można spędzać tam czas. Ręka w górę, kto wie, że jest tam wyciąg na Czarną Górę i możliwość uprawiania narciarstwa zimą? No, może fani nart znają ten adres, dla mnie to była nowość, ale muszę przyznać, że faktycznie sądzę, że ci, którzy niekoniecznie marzą o wyprawie do megapopularnych ośrodków narciarskich , śmiało mogą wybrać Stronie. Chociaż uprzedzam, chociaż strona narciarska wygląda na przyzwoicie przygotowaną, to na przykład pod kątem gastronomii jest tam skromnie. My jedliśmy w jednej z restauracji nieopodal stoku (celowo już nie podam nazwy, coby nie reklamować, i tak nie mają zbyt wiele konkurencji, co jak wiemy, wcale nie jest takie dobre). Coś tam jeszcze bliżej stoku widziałam, więc nie to, że nic, ale moim zdaniem mogło by być więcej.
Stronie dzieli się na dwie części, my zatrzymaliśmy się w miejskiej, która niestety, mówiąc wprost , średnio jest urodziwa. Ale niektórzy uprzedzali. Kierowaliśmy się konkretnym miejscem zatrzymania, a więc nieco „skazani” na tę część byliśmy. Stronie Wieś, w której mieści się większość pensjonatów dla kontrastu jest bardzo ładna i taka już właśnie górska. Samo miasto oferuje atrakcje nie tylko zimą, ale posiada zarówno ośrodek sportowy, basen, jak również z tego, co się orientuję, stadion. Jest na pewno wiele możliwości spędzenia czasu, jednak sądzę, że na pewno na stacjonowanie poleciłabym teraz część wiejską. 

Stronie Śląskie posiada swoje zabytki, jak Kościół parafialny ukończony w latach 30stych osiemnastego wieku czy była Kaplica protestancka. Dawniej miejscowość posiadała też Hutę Szkłą, która stanowiła miejsce pracy dla bardzo wielu mieszkańców samej miejscowości jak i okolic. Z niewiadomych dla mnie przyczyn huta nie przetrwała, w sklepie można teraz nabyć produkty nie wykonywane w niej za to tamże wciąż zdobione. Jednak nie rozumiem, jak to możliwe, że całkiem zdaje się odnoszący spore sukcesy zakład po prostu upadł. Sami nabyliśmy w nim szkło po banalnie niskiej cenie (obecnie jest tam naprawdę spora obniżka cen produktów) i chociaż w ludziach z naszego pokolenia „szkło kryształowe” budzi skojarzenia raczej z meblościanką czy wiozącym na Węgry prezent z kryształu inżynierem Karwowskim, muszę powiedzieć jedno, niektóre z produktów Huty Szkła Violetta są naprawdę bardzo ładne.

Do Kłodzka trafiliśmy niestety w bardzo gorącym dla miasta okresie, odbywały się tam dni miasta, o których wcześniej nie wiedzieliśmy, inscenizacje bitw z występami ludzi poprzebieranych w stroje z epoki napoleońskiej i szczerze mówiąc, wyprawa w tłum bardziej nas wymęczyła niż się podobała. Zwiedziliśmy więc tam tylko Twierdzę Kłodzką a i to nieco znużeni. Rzuciliśmy też okiem na Stare Miasto i średniowieczny most i wróciliśmy do nas. Mieliśmy raz jeszcze wybrać się do Kłodzka, jednak muszę przyznać, że jakoś to w końcu rozmyło się.  

jak smakuje podróż?

Na pewno większość z nas podczas podróży nie wyobraża sobie nie skosztowania miejscowych specjałów. Dotyczy to zarówno części własnego kraju, która do tej pory kulinarnie była nam obca jak i oczywiście podróży zagranicznych. Ja z racji na swoją alergię mam bardzo ograniczone możliwości smakowania wszystkiego, a szkoda. Niestety, rzeczy, których nie mogę a niektórych i po prostu nie lubię, są wykorzystywane w sporej części kuchni europejskiej i nie tylko. Jednak kuchnia japońska na przykład zdaje się być frontem do mnie;)
Newsweek rozpoczął kolekcję zatytułowaną "Podróże kulinarne". Od niedawna do nabycia dvd z filmem na temat kuchni, a jakże, japońskiej właśnie. Z tych , które jeszcze się ukażą interesują mnie jeszcze Włochy, bo kuchnię włoską również lubię, jak również ta z Indii i Brazylii, na zasadzie egzotyki. W Newsweek’u artykuł autorstwa Jolanty Chyłkiewicz na temat jedzenia na świecie i doniesienia na temat zdrowotności kuchni świata i według tego artykułu kuchnia europejska nie należy do najzdrowszych (wyjątkiem jest kuchnia śródziemnomorska , co się nie dziwię, jak również skandynawska bardziej zdrowa jest niż taka na przykład środkowoeuropejska, wiadomo, ze względu na spożywanie ryb), podobnie kuchnia Ameryki Północnej i nie zachwyciła Ameryki Południowej ze względu na ogromne spożycie mięsa czerwonego jak również arabska. Zdrowa jest kuchnia japońska właśnie, chińska (ciekawe, mnie się chińska kojarzy baaardzo tłusto, ale może to, co nam serwują nawet w restauracjach niekoniecznie odzwierciedla to, co naprawdę je się w Chinach), no i hinduska ze względu na używanie przypraw bardzo zdrowych, mających właściwości antynowotworowe, jak imbir czy kurkumina.
Lubicie podczas swoich podróży smakować kulinariów? A może ktoś z Was zaplanował nawet któryś ze swoich wyjazdów na zasadzie właśnie tylko i wyłącznie kulinarnych odkryć? Na przykład degustacji toskańskich przysmaków czy win z chilijskich winnic?

A o kolekcji Newsweek’a można poczytać pod tym linkiem.

uwielbiam…

…czytać cudze wspomnienia, opisy z życia gdzieś tam. Pewnie dlatego mniej interesują mnie intelektualne rozważania na tematy danego miejsca, chociaż, nie przeczę, kultura danego kraju, miejsca również mnie ciekawi, a bardziej opisy codzienności gdzieś tam, ale naznaczonej osobistym wpływem, odczuwaniem, oczekiwaniem wobec kraju bądź miejsca.
I tak wreszcie nadgoniłam lekturę miesięcznika "Podróże" i w styczniowym numerze przeczytałam świetną relację jak najbardziej nacechowaną osobowością autorów i subiektywizmem. Ufff…obiektywizm zostawmy stricte przewodnikom;) a jakiegoż to miasta dotyczył ów artykuł? Ano Wiednia (ale niespodzianka, co?:).
Artykuł zatytułowany "Kawa i papierosy" autorstwa Silvii Sencekovej i Bartka Pogody nastroił mnie totalnie "wiedeńsko". Hura!…jak dobrze wiedzieć, że ktoś tam postrzega Wiedeń dokładnie tak, jak ja;) Bo już się bałam, że ja jedna widzę jego inne strony, niż tylko szalenie eleganckie budowle czy zabytki (Wiedeń, to jedyne miasto, w którym znoszę i toleruję tak przeze mnie nielubiany barok;).
Ten artykuł jak dla mnie właśnie był zbyt krótki. Takie osobiste spostrzeżenia no i oczywiście, zbieżność poglądów na temat miasta i co logiczne poczucie podobnego patrzenia na to miasto sprawił, że mogłabym go czytać i czytać i czytać i wcale nie powinien się kończyć. Być może wynika to z tego, że opisują go młodzi ludzie znający go z własnego życia, studiowania tamże, którzy nie silą się na pseudointelektualne rozważania nad wyższością tegoż nad owym, ale naprawdę zarówno tekst (za krótki!!:) jak i dodane do niego fotografie oddają MÓJ klimat miasta. Aż zachciało się tam pojechać, co na razie zdecydowanie z przyczyn rozmaitych jedynie w sferze marzeń, ale nie szkodzi, mogłam przenieść się tam właśnie dzięki autorom artykułu i cieszę się, że to mi się udało…
A tu ja z panem Straussem;)

update:

Judytta natchnęła mnie do poszukania w necie:) I oto znalazłam go a więc chętni mogą sami przeczytać artykuł,


o tu, pod tym linkiem.

„podróżuję” sobie ostatnio…

…niedawno Malta, a wczoraj Japonia odwiedzona została przeze mnie i udało mi się tego dokonać nie ruszając się z domu, ha;)
Film z kolekcji Dookoła Świata o Japonii pojawił się już dawno, pamiętam, że ktoś dał znać na forum, ja ganiałam po okolicznych kioskach i w jednym nawet pan mi powiedział, że dosłownie chwilę przede mną jakiś chłopak ów film nabył, co mnie jakoś specjalnie nie pocieszyło.
Tak więc, kiedy zupełnie przypadkiem zobaczyłam, że film ten bez problemu mogę nabyć w Merlinie, wiadomo było, że musiałam go mieć i wczoraj właśnie popodróżowałam sobie po Japonii.
Uwielbiam architekturę starych zamczysk, które i tu były przedstawione. Bardzo podobają mi się ogrody , które faktycznie wnoszą poczucie spokoju dla podziwiających je osób.
Zwiedziłam sporo świątyń i popodziwiałam widok Pana Fuji.
Zadumałam się po raz nie wiedzieć który nad tragedią, która dotknęła Hiroszimę ale i współczesny świat, który tamże użył po raz pierwszy bomby atomowej.

Moim osobistym marzeniem jest obejrzeć film mniej nieco nastawiony na turystyczną stronę Japonii a bardziej na kulturę, społeczeństwo współczesne japońskie, jego obyczajowość. Odnajdywałam to w filmach fabularnych, jakie w zeszłym roku udało mi się obejrzeć, ale wciąż mi tego mało.
Niemniej jednak cieszę się, że wczoraj mogłam tam przez chwilę pobyć…
Szkoda, że już nie będę tak często, jak kiedyś otrzymywać pocztówek z Japonii, jako, że mój przyjaciel tam mieszkający wyniósł się czas jakiś temu do Stanów a i kontakty z japońskimi penpals, jakie kiedyś miałam, urwały się…

Kanada…

…dziś gości w mojej ulubionej audycji radiowej Jedynki. Kanada, w przeciwieństwie do Stanów, jakoś mnie kusi. Kusi chyba przede wszystkim swoją niewiarygodną przyrodą. Zobaczyć te lasy, jeziora, rzeki, hmmm…coś cudownego. No i ileż ptaków można by tam sfocić, ha.
Swego czasu miałam przez chwilę penpal z Kanady, z Edmonton. Pamiętam, że różnice kulturowe ujawniły się w kwestii kuchennej, kiedy Cori chcąc podać mi jakiś tamtejszy przepis napisała "bierzesz suszone mięso karibu"…;)
Ale syrop klonowy próbowałam i baaaardzo mi smakował:)
Tak naprawdę o Kanadzie wiem niewiele a chyba się po dzisiejszej audycji zainteresuję nią bardziej, bo jak dotąd kusi najbardziej swoją przyrodą a tu powiedzieli, że kuchnia bardzo ciekawa, dużo owoców morza (to akurat nie dziwi, zważywszy na usytuowanie).
Fascynuje mnie też Quebec, a raczej fakt takiej frankofonii tegoż regionu i to, że podobno wciąż wiele osób stamtąd nie włada angielskim. Za to nie mają problemów we Francji, sami widzieliśmy, jak sobie rozmawiała w Paryżu kobietka właśnie stamtąd z kelnerem, który w sumie domyślił się skąd ona jest.
Przy okazji, Atsanik zaglądająca z Saskatoon "ujawniła się" niedawno. Ja ze swej strony pozdrowię przy tej okazji również osobę, która odwiedza mój blog z Toronto.
A w lutym 2010 zimowa Olimpiada w Kanadzie właśnie, w Vancouver, więc będę miała na co czekać;)
Może ktoś z Was był w Kanadzie i napisze jakieś swoje wspomnienia, refleksje…

Rodos



Tak mnie naszło z tym Rodos po kartkach od Monoli, że aż…
wiem, wiem, jestem głupia z tą miłością, ale ona jest naprawdę odwzajemniona, bo chyba tylko tam od pewnego czasu wiem, co to jest pełnia szczęścia. Tak naprawdę, paradoksalnie, myślę, że jestem wielką szczęściarą, że mam to "swoje" miejsce na ziemi. Nawet jeśli z tych czy innych przyczyn nie mogę w nim być tak często, jakbym chciała. Ale mam je.

dwa miasta, o jakich trzeba wspomnieć…

…w okolicy, w której byliśmy, a raczej miasteczka ,jeśli już mam być ścisła, to Hallein, miasto z kopalnią soli, które to było również zamieszkane przez Celtów, a także posiada interesujące muzeum celtyckie, a drugie miasteczko, to wspomniane już przeze mnie wcześniej St.Gilgen, w którym na świat przyszła matka Mozarta.Jest tam również pomnik samego kompozytora, jednak mnie bardziej podobała się oryginalna fontanna mająca upamiętnić czasy dzieciństwa matki Mozarta tam właśnie spędzonego.


Dom Mozarta.

Jakby nie było, Mozart urodził się w Salzburgu. I nieważne, że większość życia spędził praktycznie poza tym miastem. Jednak Dom Mozarta jest, zawsze ozdobiony flagą austriacką a przed nim kłębi się odpowiedni tłum turystów. Jest tam teraz muzeum poświęcone kompozytorowi, my nie zajrzeliśmy, więc nie wiem, czy ciekawe.

Hallstatt.

Hallstatt to niezwykle ciekawa miejscowość. Z różnych względów. Na przykład dlatego, że ma niezwykłe Muzeum, w którym sporo pozostałości po Celtach daaaawno temu zamieszkujących te tereny ( w ogóle na terenie Salzkammergut jest wiele śladów celtyckiej obecności, przyznaję, że mnie to pozytywnie zaskoczyło). Poza tym miasteczko ma przedziwne miejsce, jak dla mnie, czyli kaplicę czaszek. Jako, że dawniej na miejscowym cmentarzu szybko brakło miejsca , co pewien czas odkopywano ciała (sic!) , myto i jakoś specjalnie czyszczono czaszki i gromadzono w owej kaplicy. Najnowsza pochodzi zdaje się z 1984 roku, o ile mnie pamięć teraz nie zawiodła. To w Hallstatt znaleziono jedne z najważniejszych wykopalisk archeologicznych, od których powstało pojęcie kultury hallstadzkiej .
To w końcu tam znajduje się najstarsza ponoć na świecie kopalnia soli. W której byłam i zwiedziłam. Może to się wyda niektórym śmieszne, ale nie byłam dotąd w żadnej kopalni soli. Wycieczki szkolne jakoś ominęły Wieliczkę a i podczas kolonii letnich, na które w dzieciństwie jeździłam, jakoś mnie to ominęło. Tak więc była to dla mnie niezwykła wyprawa.
Na zdjęciu panorama Hallstatt:

a także kiepskie jakościowo, ale zdjęcie z kopalni soli tamże: