…pierwszy raz usłyszałam na spacerze odgłos, który zawsze kojarzyć mi się będzie z beztroską wiosny i lata a mianowicie…jerzyki! A więc wróciły, są;)
Nieopodal nas na blokach są dla nich domki, więc jest dokąd wracać.
Szkoda tylko, że z roku na rok jaskółek coraz mniej:( Przynajmniej tu u nas.
poddałam się…
…i zarzuciłam lekturę „Dzieci północy”. Niestety, nie szła mi po pierwszym rozpędzie, że się tak wyrażę. Dodatkowo sposób prowadzenia narracji nie podszedł mi i wręcz zmęczył. Może nie byłam gotowa na tę książkę bo generalnie nie czytało mi się źle ale niestety , na cegły to ja się teraz chyba nie bardzo nadaję. Może powinnam zacząć przygodę z książkami tego autora od czegoś mniej objętościowo spektakularnego?
Teraz nie wiem za co się wezmę. W kolejce czeka mnogość książek, w tym o przestępczości w Japonii i czytadło i szczerze, to moje ostatnie nastroje raczej ku owemu czytadłu się skłaniają.
P. stwierdził, że udało Mu się odpocząć podczas tego długiego weekendu. To dobrze. Ja chyba mniej odpoczęłam ale u mnie to z innych powodów, wiadomych. Pogoda spisała się średnio ale były wspólne wyjścia i miłe rodzinne spędzanie czasu a o to przecież nam chodziło.
Życzę Wam dobrego, spokojnego tygodnia.
jak Wam…
…minęły Święta? Mam nadzieję, że przyjemnie.
Nam tak. Było miło, spokojnie, rodzinnie. Drugi dzień tradycyjnie spędziliśmy w naszym gronie (od 2012 już nie dwu a trzyosobowym:).
Był zgodnie z oczekiwaniami spacer do Ogrodu Botanicznego, w którym już końcówka kwitnienia magnolii.
Udało mi się nareszcie skończyć „Wałkowanie Ameryki” Marka Wałkuskiego. Piszę „nareszcie” bo książkę zaczynałam i przerywałam czytać. To była trzecia próba i skończyłam ją tym razem. Ogólnie czytało się dość nieźle, jak już się wpadło w rytm ale muszę powiedzieć szczerze, że na kolana mnie nie rzuciła. Autor faktycznie „wałkuje” ten kraj, rozpatrując dane na rozmaity temat, jednak w pewnym momencie odniosłam wrażenie, że czytam jakiś nieco bardziej literacko rozbudowany rocznik statystyczny.
Chociaż wiem, że tego typu literatura może mieć i pewnie ma, skoro powstaje, zwolenników.
Dobrego krótszego tygodnia Wam życzę:)
nowy tydzień…
…przedświąteczny, bo przecież do Wielkanocy mniej niż tydzień.
W weekend były plany na spotkanie z przyjaciółmi i ich dziećmi i…niestety, nie wypaliło wszystko. Jeszcze do czwartku nie byliśmy pewni ale w piątek się wyjaśniło, że zaraza jakowaś, która po nich krąży rozpanoszyła się całkowicie tak więc spotkanie musieli odwołać.
Pojechaliśmy więc sami do Ogrodu Botanicznego w Powsinie, magnolie już kwitną ale jeszcze za tydzień będzie można wybrać się na ich podziwianie na na przykład świąteczny spacer (alternatywa do siedzenia za stołem).
Wczoraj podziwialiśmy fragment Orlen Warsaw Marathon, jako, że biegną koło nas. Przy okazji spotkaliśmy znajomych.
Janeczek tak się zmęczył uczestnictwem (biernym:) w maratonie, że aż …zasnął, co Mu się od dawna przed południem już nie zdarza;)
Czytam teraz „Tańcząca Eurydyka. Anna German we wspomnieniach” w opracowaniu Marioli Pryzwan. Czyta się dobrze a ebook mam nabyty podczas niezwykle udanych łowów paręnaście dni temu, kiedy oferta wydawnictwa była w baaardzo korzystnej cenie 9.90, obkupiłam się wtedy w biografię autorki Muminków, autorki Mary Poppins, i między innymi w tę książkę.
Miłego, spokojnego tygodnia Wam życzę.
tydzień…
…nagle rozbuchanej wiosny skończył się nie dość, że szybko (znów nie wiem, kiedy minęło pięć dni) to jeszcze z przytupem dotyczącym załamania pogody (aczkolwiek nie jest wcale zimno, a przynajmniej nie tak, jakbym się martwiła, że może być). Dzisiejszy spacer był nie tak długi jak zwykle i to nawet nie dlatego, że padało bo udało nam się wpasować w przerwę pomiędzy ulewami i nawet dopisało słońce a z racji na uciążliwy silny wiatr. Nie miałam chyba jeszcze do tej pory sytuacji, że zaczęło wyrywać mi wózek z rąk, a zdarzyło się to przy jednym „dzieciowym” sklepie nieopodal nas. Fakt, że wieją tam wyjątkowo silne wiatry (zawsze tak jest) ale naprawdę…żeby wózek?
Czytam teraz „Gorzkie pomarańcze” Dionisiosa Sturisa. Nie jest to zbyt optymistyczna lektura, ale wciągnęła mnie mocno. Co prawda, wbrew temu, na co liczyłam, praktycznie nie ma odpowiedzi, dlaczego dokładnie w Grecji stało się tak jak się stało ale może o to chodziło autorowi aby przedstawić po prostu trochę wycinków o współczesnej Grecji, trochę odnieść się do jej historii , jak również historii własnej rodziny (autor ma ojca Greka) a ewentualne odpowiedzi, osądy pozostawić jedynie czytelnikowi.
Życzę Wam miłego, spokojnego weekendu.
powiedzmy sobie tak…
…zima odchodzi.
Nie no, serio, nie wierzę w to, że się wróci. Dzisiejsza pogoda, która okazała się totalną porażką prognozy pogody, którą zawsze przed snem sprawdzamy na necie, tego świadkiem. Pomimo silnego wiatru, który kojarzył mi się wyjątkowo z wiatrem od morza (niestety, nie przywodził ze sobą tego wspaniałego zapachu jodu Bałtyku a hmmm…naturalny nawóz, których hojnie obdarzył swoje pole pan rolnik) słońce zapewniło atrakcji moc i spacer okazał się więcej niż przyjemny.
Szkoda tylko, że przypomniałam sobie, co jest mniej miłego w spacerowaniu wiosennym a mianowicie alergia. Oczy swędzą, kicham, z tego co wiem, pylą już brzozy i bodajże leszczyny.
Ale, powróćmy do nastroju wiosny. Sroki sparowane, niektóre już zajmują się naprawą gniazd! Wrony erotycznie gawędziły jeszcze w lutym. Tak samo w lutym słyszeliśmy i gęsi i żurawie i chyba, chyba widzieliśmy dwa bociany w locie. Na wczorajszym rześkim (wieczory jednak są zimne) specerze słyszeliśmy już wyśpiewującego kosa.
Jakby nie było, wiosna przecież kalendarzowa już za osiemnaście dni.
Tłusty Czwartek
Bardzo lubię ten nasz słodko tłusty (jak w nazwie:) dzień i nigdy się nie migam od zjedzenia pączka, chociaż to jedyna słodycz, którą tak naprawdę jem właśnie tylko tego jednego, jedynego dnia roku.
Dziś wróciliśmy z Janeczkiem ze spaceru (On smacznie spał:) a na stole czekały na mnie na talerzyku…dwa pączusie:) z konfiturą z róży, czyli klasycznie, tradycyjnie, dokładnie tak, jak lubię właśnie w Tłusty Czwartek.
Chyba jednak wciąż kocha (tyle lat po Ślubie, to nie takie oczywiste:).
Zeżarłam wszystkie dwa:) I mam ochotę na więcej. Dobrze, że już więcej nie ma pod ręką bo coś czuję, że bym zjadła.
zima, zima…
…na chodnikach fatalnie (w niedzielę mieliśmy lodowisko za darmo;/), mróz trzyma i nie zamierza odpuścić. Uważam za niesprawiedliwe, że w sobotę znajoma blogowiczka z Częstochowy miała aż dziesięć stopni na plusie.
Utkwiłam nieco z powodów niezależnych czyli walczę z uszami. Oby się nic nie wykluło większego bo na szczęście chyba maść od pani doktor pomaga.
Z książek, to doczytałam te książki z serii o Panu Samochodziku, które miałam czyli i Wyspę Złoczyńców i Niesamowity dwór i parę innych. Nieźle się wybrania ta seria po latach , są aspekty, które powodują uśmiech ale generalnie nie jest źle.
Przeczytałam teraz Juula „Moja kompetentna rodzina. Nowe drogi wychowania”. Szczerze, to nieco się zawiodłam, chyba naobiecywałam sobie więcej. Nie mówię, że książka nie jest warta poznania, jednak ja spodziewałam się, że trochę więcej z niej wyniosę.
Z filmów to za nami trzeci sezon wspaniałego serialu BBC, „Sherlock”. Ten współczesny Sherlock, skomputeryzowany i z komórką, śmigający po Londynie i wciąż jednak głównie stawiający na rozum i mózg, wraz z doktorem Watsonem stanowią super duet. Dawno nie wiedzieliśmy tak dobrego serialu a już trzecia seria według mnie, pobiła wiele! Czekamy z niecierpliwością na kontynuację.
Życzę Wam dobrego, spokojnego tygodnia.
oddam zimę w …
…każde ręce:)
No i nadeszła. A podobno ten śnieg i mróz to dopiero preludium, niestety.
Było do przewidzenia, że jednak będzie bo doprawdy trudno oczekiwać, żeby zimą zimy nie było ale jednak ja żałuję, że jest. Nic na to nie poradzę, że to jest najbardziej nie lubiana przeze mnie pora roku. W dodatku z roku na rok gorzej znoszę mróz a to, co się dzieje z moimi nastrojami przy nieustannym braku światła, to już odrębna historia.
Lekturą powróciłam do czasów dzieciństwa, skorzystałam z promocji z okazji urodzin autora, i oto niedawno przeczytałam a właściwie pochłonęłam „Pana Samochodzika i zagadki Fromborka” a teraz czytam „Pana Samochodzika i templariuszy”.
Aż żałuję, że nie skorzystałam z promocji i nie kupiłam więcej ebooków.
Weekend szybko dobiegł końca (jak to jest, że to, co dobre zawsze musi tak szybko upłynąć), zapowiadana zima czyha, życzę Wam więc dobrego, spokojnego tygodnia.
już …
…całkiem sporo tego Nowego Roku upłynęło a mój niedoczas nie pozwolił na skrobnięcie nawet kilku słów na blogu.
Filmowo rozpoczęliśmy ten rok moim prezentem Mikołajowym dla P., czyli „Przelotnymi kochankami” Almodovara. Wiem, że jego się albo lubi albo nie i podobnie jak z Murakamim, nikogo na siłę nigdy do jego filmów nie namawiam. Zwłaszcza, że są tematy jak to nazywam, „bumerangi”, które u Pedro wracają. Naczytałam się kiepskich opinii przed obejrzeniem i moje nastawienie było nie najlepsze a oboje po obejrzeniu stwierdziliśmy, że film zdecydowanie spełnił swoją funkcję. Ubawił nas i podobał się, taka lekka komedia na początek roku, nic więcej nie oczekiwałam. Podobało nam się, moja ocena zdecydowanie pozytywna, dałabym nawet 5 na 6.
Książkowo, skończyłam „Moje syberyjskie podróże” Kazimierza Sowy. Tak, to ten ksiądz, którego możecie kojarzyć z chyba prywatnej telewizji. Nie kupiłabym sama pewnie tego ebooka, ale nabył mi go czas jakiś temu P. i to był jak się okazało, całkiem dobry wybór. Oczywiście, że pisząc o swoich podróżach na Syberię, Sowa nie omija tematów religijnych czy kościelnych, jednak nie są one głównym tematem książki. Głównym tematem jest właśnie Syberia, jej niesamowita przestrzeń, przyroda, zwierzęta i ludzie ją zamieszkujący. Ludzie serdeczni i pomocni. Jest w książce trochę na temat Polaków zamieszkujących tamte rejony, ale jak mówię, głównie to właśnie książka podróżnicza i podobała mi się, pozostawiła dobre wrażenie. Moja ocena również 5 na 6.
Bardzo szybko, za szybko zleciał nam ten wspólny czas. Szkoda, że dobre chwile zawsze mijają w takim tempie…no ale widać tak musi być.
Na razie zimy nie widać:) co wcale mnie nie martwi. Aczkolwiek z tego, co obiło mi się o uszy, zdaje się, że tej wiosny zimą już niedługo. Z prognoz, które oglądałam widać stopniowe ochładzanie się i w radio coś o niedzielnym śniegu słyszałam.
No nic. Przynajmniej dzień wydłuża się teraz w bardzo zauważalnym tempie, w końcu, o czym już tu pisałam, „Na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok” i faktycznie, jest to krzepiąco zauważalne.
Pozdrawiam Was i życzę dobrego, spokojnego czasu do weekendu.
