roże…

w Powsińskim Ogrodzie Botanicznym wciąż cieszą oko a kolorowy szpaler, pole właściwie pacioreczników zrobiło wrażenie na nas wszystkich. Niewiarygodna feeria barw! Dwa dni weekendu to wykorzystanie naszych kart do OB, które w wakacje jakoś nieużywane były, i podziwianie roślin w Ogrodzie. Roślin i nie tylko albowiem jest tam też obecnie wystawa fotografii autorstwa Stanisława Roszkowskiego pod tytułem „Najpiękniejsze ogrody Japonii”. Jak się nie jest w Japonii, można tam się przejechać i popodziwiać piękne fotografie i wyobrazić sobie chociaż przez chwilę, że się w Japonii jest.

Nie wspominam o wspaniale teraz pachnących ziołach (ach, ten tymianek, bazylia!) , warzywach, gruszkach, słonecznikach. 

Piękny ten nasz Ogród Botaniczny i cieszę się, że mamy takie miejsce tak blisko nas.

Życzę Wam spokojnego tygodnia.

obejrzeliśmy…

…wreszcie klasykę czyli „Nakarmić kruki” Carlosa Saury. Jakoś nie złożyło się do tej pory , żebyśmy go widzieli. Muszę powiedzieć, że zupełnie czegoś innego się spodziewałam. Film robi wrażenie przede wszystko grą jednej aktorki, Any Torrent, dziewczynki odgrywającej rolę średniej z trzech sióstr, czyli Any. Tak naprawdę to według mnie to film , w którym liczy się jedynie ona, nie dziwię się, że została aktorką, ma talent, widać to było od dziecka. Ten film to wspomnienia Any pomieszane z rzeczywistością, gorzką i chyba zbyt trudną do udźwignięcia jak dla tak małego dziecka, w świecie którego szybko po śmierci matki następuje odejście drugiego z rodziców. Ana jakoś musi sobie radzić z emocjami, których nikt nie chce jej wytłumaczyć, ba, nawet nie pomyślał o tym aby tak zrobić i jej świat to świat tego, co ma miejsce naprawdę ale i świat jej wyobrażeń, życzeń, które ma nadzieję, że się spełnią. Moim zdaniem pozostali aktorzy jakby jedynie „odbijali się” od gry Any. Ciekawy film bo jeden z tych, w którym główną rolę grają dzieci a film przy tym zdecydowanie nie jest adresowany do dzieci właśnie. W sumie niewiele takich filmów jest. To też film pokazujący jak bardzo dorośli nie wiedzą, co czuć mogą dzieci i jak bardzo wydaje im się, że przed dzieckiem uda się im skryć emocje, uczucia, miłość czy niechęć albo wręcz nienawiść.  Myślę, że większość z Was zna ten film, jeśli nie, polecam. Moja ocena to 5/6.

Z innej beczki, za oknem temperatury jakie są każdy widzi i czuje, więc lekturą w sam raz na to okazuje się być „Białe. Zimna wyspa Spitsbergen” Ilony Wiśniewskiej. Z różnych powodów naprawdę niecierpliwie na nią czekałam, teraz nabyłam jako ebook w korzystnej cenie i muszę powiedzieć, że lektura jest więcej niż udana, zdecydowanie się nie zawiodłam i jedynie żal, że już większość książki jest za mną. Polecam zdecydowanie chociaż niby jeszcze nie skończyłam, ale czuję, że polecić z czystym sumieniem mogę 🙂

 

10 lat temu…

…popełniłam na tym blogu pierwszy wpis, o ten właśnie.

Jak widać, dekadę temu byłam lakoniczna i najwyraźniej nie przewidywałam kompletnie co znaczy blogowanie, i jak to się wszystko kręci. Chociażby sądząc o czym będę pisać. A o czym nie. 
Dziesięć lat w sieci to sporo czasu (nie chciałabym używać popularnego kolokwializmu:). Cieszę się, że wtedy zaczęłam pisać i cieszę się, że pomimo kilku momentów, gdy chciałam skończyć pisanie blogu, nie skończyłam jednak.

Przez tę dekadę przez ten blog przewinęła się wielka ilość osób. I chociaż mój blog nigdy nie był specjalnie promowany (kiedy jeszcze gazeta promowała swoje blogi na głównej stronie pojawił się dwa razy), to powoli, powolutku, udało mi się najwyraźniej zdobyć stałe grono czytelników.
Nie wiem jak naprawdę jest liczne bo nie kieruję się ilością komentarzy, których za wiele na ogół pod wpisami przecież nie ma (ale nie jest to wyznacznik tego ile osób czyta bo nie każdy kto czyta, zostawia komentarz). Kiedyś bawiłam się statystykami, to znaczy sprawdzałam skąd ludzie do mnie zaglądają i czego poszukują, potem ulubione statystyki kazały sobie słono płacić a te googlowe kompletnie mi nie podeszły, więc i to zaniechałam, a więc, podsumowując, pojęcia nie mam czy odwiedza mnie dużo osób czy też nie.

Cieszę się bardzo, że zaczynając swoją przygodę z blogowaniem nie miałam zielonego pojęcia co zdarzy się w moim życiu siedem lat później.

I bardzo cieszę się, że mogę pisać na niektóre nowe tematy, na temat których w pewnym czasie myślałam, że nie napiszę nigdy w życiu.

Dzięki blogowi poznałam sporo osób, najwięcej wirtualnie ale parę z nich i w realu. I chociaż znajomości te w większości nie przetrwały to miło je wspominam. Chociaż  są kontakty, których żałuję, że nie przetrwały.

Pewnie zbyt serio podchodzę do wirtualnego świata, niestety. 

Usiłuję sobie przypomnieć tamtą Chiarę76 sprzed dziesięciu lat i jakoś nie bardzo mi się to udaje. Może i dobrze, może nie ma co za bardzo sięgać w przeszłość a raczej spoglądać z nadzieją w przyszłość.

Chciałabym napisać coś z sensem w tym dniu ale niestety, upał za oknem zlasował mi mózg (buntują się też urządzenia elektroniczne).

A więc po prostu, prosto z mostu, częstuję wirtualnym jadłem i napitkiem. Umówmy się, że jest to tort malinowy, taki, jaki zamówiliśmy rok temu na pierwsze urodziny Janeczka (pani tworzy arcydzieła smakowo wyglądowe:) a napoje, to wedle uznania. Dla mnie na procenty zdecydowanie jest za gorąco a nie mam zamiaru ubzdryngolić się we własną blogową rocznicę.

Ciekawe, co napiszę jak blogowi stuknie dwadzieścia lat 🙂

a więc rację miał Janeczek…

…i oto Niemcy zdobyli Mistrzostwo Świata 🙂 
Dla mnie to też żadna niespodzianka bo na samym początku Mistrzostw powiedział mi to P. Ech, i to facet, który właściwie nie ogląda piłki, pozbawił mnie przyjemności zgadywania i zastanawiania się, kto wygra:)

I jeszcze jeden mundialowy akcencik z wczoraj. Oglądamy kawałek meczu z Janeczkiem (dosłownie chwilę, żeby chłopak zobaczył, o co tyle szumu). Ja się krzątam i coś tam jeszcze robię , P. podobnie, w sumie mecz ogląda tylko Janeczek, którego co chwila wchodząc do pokoju pytam „Był gol?” na co mój Syn z niezmąconym spokojem odpowiada „Nie” i tak mija wieczór. Ja mówię do Niego „Wiesz , synku, to taki ważny mecz, dziś rozstrzygnie się kto zostanie Mistrzem Świata” a z kuchni słyszymy tatusia, który dopowiada „Wiesz, Janeczku, ten mecz jest prawie tak samo ważny jak twoja popołudniowa drzemka”.

Miłego, spokojnego tygodnia Wam życzę:) 

kolejny tydzień…

…minął jak z bicza strzelił. Doprawdy, człowiek starzeje się i nawet tego nie czuje, bo…nie ma czasu 🙂

Skończyłam „Myśl to forma odczuwania”, która to lektura jest niewątpliwie przyjemnością intelektualną. 
Następnie sięgnęłam po coś z zupełnie innej beczki czyli najnowszą książkę Stephena Kinga „Pan Mercedes”. To kryminał , nie wiem dlaczego reklamowany jako jego pierwszy (przynajmniej tak coś mi się o uszy obiło) bo przecież tło kryminalne w jego książkach jest często. No ale może patrząc tak ściśle to to faktycznie jest pierwszy jego klasyczny kryminał. Podobał mi się mimo, że miał takie drastyczne fragmenty (może to ja je tak silnie odebrałam). W każdym razie emerytowany policjant i jego dwoje oryginalnych pomocników rozwiązać będzie musiało zagadkę tajemniczego „Pana Mercedesa” jak sam siebie nazywa morderca. 

Udało mi się kupić jedną z najulubieńszych książek czyli „Trzech panów w łódce nie licząc psa” jako ebook po takiej cenie, w jakiej jeszcze chyba ebooka na nabyłam.  Cztery złote i pięć groszy kosztowała mnie ta przyjemność. I od wczoraj czytam i chichram się:) Na głos odczytałam już P. jeden z najśmieszniejszych według mnie oczywiście, fragmentów o serach. 
Ci, którzy tę książkę znają wiedzą, że to tego typu lektura, która zawsze, choćbyś nie chciał, poprawią ci humor i sprawią, że będziesz się śmiać. 

Gdyby klocki miały kolor czarny (te, którymi teraz bawi się Janeczek na razie nie mają) to po Jego dzisiejszej sugestii chyba wiem, na kogo stawia jeśli chodzi o niedzielny finał Mundialu. Ciekawe czy dobrze przewidział.

Życzę Wam dobrego, spokojnego weekendu. 

tym razem sezon na…

…”Lato z radiem” w tle, maliny (baaardzo smaczne, mniam) i miody sezonowe uważam za otwarty.

W Karwi sezonowo jest pani z miodami z Białowieży i znów skorzystaliśmy i nabyliśmy (chociaż w tym roku otworzyli sklepik bardzo późno i w sumie aż nie wiedzieliśmy, czy w ogóle uda się kupić).

Tu w Warszawie przed wyjazdem pokochałam miłością wielką miód rzepakowy, jest po prostu super. Uzależniłam się od niego. Tam nabyłam tradycyjnie spadziowy, który też lubię chociaż wiem, że nie ma chyba zbyt wielu zwolenników i miód mniszkowy, który dziś do bułeczki rano sobie zainaugurowałam. 
Uwielbiam miody, uwielbiam. Właściwie jem miód przez cały rok, z tym, że różne, właśnie też w zależności od sezonu.

 

urlop, urlop…

i po. 

Obecnie dopiero co miałam chwilę, żeby przysiąść bo od rana nic tylko sprzątanie i opieranie się powakacyjne. 
Powiem tak, ilość rzeczy do prania świadczy o tym, że nasza rodzina liczy o wiele więcej członków rodziny (chyba tylko gdzieś się poukrywali). A i tak nie popraliśmy jeszcze całości. Gdzieś w końcu to musi wyschnąć.
A potem ktoś (czytaj: ja) będzie to musiał poprasować. Ech.

Tym razem urlop był długi ale muszę powiedzieć, że więcej na trzy tygodnie się raczej nie zdecyduję, okazuje się, że przez dwa wypoczywam podobnie. Zrobiłam sobie natomiast przerwę od netu nieco, to znaczy ograniczyłam się do fejsbuka i sprawdzania emaili, bo to mogłam z komórki zrobić łatwo i szybko jako, że w naszym pensjonacie jest bezpłatny dostęp do internetu. Nie pisałam blogu i nie czytałam for i chyba bardzo dobrze mi to zrobiło. Nie oglądałam też tv więc cała ta afera taśmowa jest mi znana jakoś „odpryskami” i szczerze? To bardzo mi z tym dobrze.

Wypoczęliśmy ale nie do końca chyba tak dobrze, jak rok temu bo na samym początku niestety ktoś „sprzedał” nam wirusa. Polegli Janeczek i P. z tym, że Janeczek zniósł na szczęście sprawę dobrze, P. prychał jeszcze do niedawna. O dziwo, ostałam się ja, co mnie samą zaskoczyło. Widać mam większą odporność niż mi się wydaje (w początku pobytu kichali, kaszleli i prychali praktycznie wszyscy, i dzieci i dorośli) albo też, co zdaje się być bardziej prawdopodobne, jestem taką wredotą , że boją się mnie nawet wirusy hehe.

Pogoda też była w kratkę, na szczęście właściwie nie było deszczu za wiele, za to temperatury w pewnych dniach mogły być ciutkę wyższe.

Janeczek zadowolony, i to najważniejsze. Największą atrakcją okazała się nie plaża, a las, w którym znów uwielbia spać podczas spacerów (to znaczy pchany przez nas w wózku), i , co mnie akurat nie zdziwiło bo jego rówieśnicy szaleli tam w stopniu Mu równym, plac zabaw, na którym Janeczek spędzał baaardzo wiele czasu. Kocha huśtawkę i już postanowiliśmy, że montujemy Mu domową. Bardzo lubi też zjeżdżalnię i chyba bardziej lubił tę pensjonatową niż tu naszą, na domowym patio.

Ostatni tydzień (nie cały) spędziliśmy znów w towarzystwie mojej Przyjaciółki i Jej rodziny, więc też było przyjemnie tym bardziej, że rok nie sprzyjał spotkaniom, oni sporo chorowali i wiedząc, że nie chcemy nic złapać nie spotykali się z nami aby nie sprzedać „zarazy”.

A dziś z rana wspaniały email, fotki nowo narodzonej dziewczynki blogowej znajomej. Bardzo wyczekanego Skarbu o imieniu…Emilka 🙂 Jakież wspaniałe wiadomości. Niech Malutka rośnie zdrowa i szczęśliwa otoczona miłością najbliższych.

Pozdrawiam Was i życzę miłego dalszego ciągu długiego weekendu. 

pozdrawiamy…

…z Karwi, gdzie urlopujemy się od soboty 🙂
Jesteśmy w tym samym, co rok temu pensjonacie, który doceniają i inni najwyraźniej, skoro właściwie „stała ekipa” jest ludzi, bardzo dużo osób, które były rok temu spotykamy. Dzieci urosły. My się oczywiście nie zmieniamy 🙂

Pogoda dziś dość oziębła czyli chłodno i przed południem deszcz ale nam to bardzo nie przeszkadza chociaż też kitu nikomu nie wstawię, że deszcz lubię bo nie lubię go nigdzie.

Niemniej jednak od jutra chyba będzie lepiej, tak ptzynajmniej twierdzą prognozy.

Janeczek bardzo zadowolony z wielkiej piaskownicy, morze chyba też lubi.

Miłego, spokojnego tygodnia Wam życzymy! 

kolejny sezon na…

…truskawki, te polskie, i lody jedzone na ulicy (otworzyli koło nas lodziarnię i w weekend przetestowaliśmy słodkość z niej właśnie, pycha!:) uważam za otwarty.

A poza tym, wciąż nie mogę przywyknąć do myśli, że ten dzisiejszy dzień jest też „mój”. 
Dobrze, że P. wie i pamięta i jak na razie „pomaga” Janeczkowi świętować go z Mamą;)
Bardzo już jestem wytęskniona tych pierwszych laurek, tym bardziej, że na świeżo widziałam laurkę , którą córka przyjaciółki dla niej zrobiła.

Wszystkim Mamom życzę zdrowia i szczęścia, dla Was i Waszych dzieci;)

Dodatkowo zostałam rozpieszczona pocztówką z wakacji od Margi a dziś wspaniałościami książkowymi od Spacer biedronki, za które to książki („Przebiśniegi”A.D.Millera, „Gwiazdy nad Afryką” Ilony Marii Hilliges i „Samotnego mężczyznę” Christophera Isherwooda) bardzo bardzo dziekuję. Zrobiłaś mi wielką niespodziankę.

Dodatkowo, akurat dziś, ktoś , w zupełnie innym miejscu , zostawił dla mnie miły, serdeczny komentarz. Czasem tak niewiele nam potrzeba a dzień staje się po prostu jaśniejszy…

I mamy już za sobą pierwszą „burzępotwór”.

Życzę Wam dobrego, spokojnego tygodnia.

nastało lato…

…aura za oknem iście letnia. Słońce grzeje, a pod koniec tygodnia zapowiadają , że ma być jeszcze cieplej.

Książkowo, to odkryłam dla siebie nie znaną mi zupełnie autorkę , Toni Morisson. Przeczytałam ostatnio jej „Dom”. Nie znałam jej zupełnie a styl pisania bardzo mi pasuje. Opowiada o prowincjonalnej Ameryce, a poprzez rozmaite wydarzenia i ich opis niezwykle trafnie oddaje ludzkie charaktery i nastroje. No, mnie się przynajmniej spodobało. Mam ochotę sięgnąć po coś więcej Noblistki bo jak wyczytałam, pani jest laureatką Literackiej Nagrody Nobla.
Polecam, jeśli ktoś nie zna a ma chęć na opowieść napisaną bardzo dobrym stylem, nie natrętną, z jakimś takim dodatkowo ciekawym klimatem, to jest to coś dla niego. Mam nadzieję, że ukaże się więcej ebooków z książkami tej autorki.

Serialowo, to nieustająco wielbimy Downton Abbey, którego oglądamy już trzecią serię (szkoda, bo BBC już zaprasza na piątą ale może łaskawa TVP się zlituje i odkryje, że ten serial ma w sobie to „coś” co go odróżnia od reszty, to raz, a dwa, że ma po prostu stałe i wierne grono wielbicieli (grono, co więcej według mnie rosnące).
Bardzo, bardzo się wciągnęliśmy. Ja oprócz samej treści uwielbiam w nim stroje, biżuterię, wszystko tak wspaniale dobrane, dopasowane i zgodne z realiami tamtych czasów, widać, że kostiumolog stara się i dba o szczegóły. No a posiadłość, w której jest kręcona część scen to osobna perełka. I pomyśleć, że ktoś w czymś takim naprawdę żyje.

Życzę Wam dobrego, spokojnego tygodnia.