Wydana w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków (2018).

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Parę tygodni temu zerknęłam na półkę z książkami, które czekają na swoją kolejkę i przypomniałam sobie o tej, którą kiedyś otrzymałam od Wydawnictwa. Nie, nie do recenzowania, wtedy wpis pojawiłby się o wiele wcześniej ale jako prezent za udział w jakiejś dyskusji lub czymś podobnym.

Tak czy inaczej, ogromnie się wtedy z niej ucieszyłam a oto teraz nadszedł jej czas.

Dawno , dawno temu , jeszcze jako nastolatka, w kultowej i niestety, nieobecnej już na mapie kulturalnej Warszawy, księgarni „Wena” na Placu Wilsona, nabyłam sobie album „Sztuka japońska w zbiorach polskich”. Na reprodukcjach zobaczyłam wiele postaci opisanych w tej książce.
Zdradzeni małżonkowie nawiedzający po śmierci niewiernych partnerów, złośliwe istoty, które straszą wojowników, wreszcie, płaczący duch dziewczyny wynurzający się ze studni i mający ze sobą talerze, które rozpaczliwie przelicza. Rozpaczliwie, bowiem duch dziewczyny nigdy kompletu doliczyć się nie może.

O świecie duchów, ogromnie istotnym dla Japończyków zarówno tych z poprzednich wieków jak i współczesnych, opowiada właśnie książka „Yurei”.
Tym bardziej, że jak mówi na samym początku książki Davisson, sam z żoną, Japonką, zamieszkiwał stare domostwo posiadające na stanie własnego ducha. I, gdy opowiadali znajomym Japończykom o tym, co się dzieje w domu, nikt nie miał wątpliwości co zakłóca porządek i rutynę codzienności. Ani chybi dom posiadał swojego własnego yurei.

W książce autor w sposób zdecydowanie przystępny i ciekawy przedstawia dokładną klasyfikację duchów japońskich. Przybliża nam zarówno dawne dzieła sztuki czy to pisane czy dzieła sztuki jak obrazy. To porządne usystematyzowanie pozwala nam rozpoznać poszczególne duchy we współczesnej czy wręcz popularnej sztuce jak chociażby filmowej, o czym zresztą autor pisze również.
I nagle , nawet dla miłośników kultury japońskiej, wiele dawno obejrzanych czy przeczytanych japońskich horrorów zaczyna jawić się jeszcze jaśniej, bo nagle rozpoznajemy w nich obecności właśnie dawnych wierzeń i przekonań. I ja jeszcze pełniej teraz mogę cieszyć się swoim ulubionym albumem „Sztuka japońska w zbiorach polskich”, bo zwyczajnie zdobyta podczas lektury wiedza , wzbogaca doznania artystyczne.

Autor ciekawie przedstawia zarówno genezę powstania wiary na temat danego ducha, jak wymienia to, gdzie możemy w sztukach wszelakich te duchy napotkać ale również odnosi się do dawnych wierzeń czy zwyczajów. Przybliża nam chociażby to jak wygląda japońskie święto Obon, czyli święto zmarłych. Święto to trwa aż trzy dni, sprasza się wtedy byty duchowe na ucztę i tańce. Towarzyszą też temu ognie rozpalane początkowo w celu by duchy mogły odnaleźć drogę do domu a potem by pokierować je z powrotem do krainy umarłych. Musi być to naprawdę spektakularny widok gdy na zboczach gór płoną ogromne ogniska wskazujące drogę a następnie rzeką, w kierunku morza, spławiane są tysiące lampionów ze świecami, które mają wskazywać drogę powrotną duchom.

Nie wiem, na ile czujecie się zainteresowani kulturą Japonii. Dla mnie ten kraj jest interesujący od bardzo, bardzo dawna (zapewne od pierwszego obejrzanego przeze mnie odcinka „Oshin”).
Dla osób, które interesują się krajem kwitnącej wiśni, lektura tej książki z pewnością będzie ogromnie ciekawa i zdecydowanie warto jest po tę okraszoną dość dużą ilością ilustracji, pozycję sięgnąć.

Bonusem są fragmenty poszczególnych opowieści o duchach i zjawach na końcu książki.

Moja ocena to 6 / 6.