Wydana w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Poznań (2022).

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Nie ukrywam, że książkę chciałam przeczytać najpierw dlatego, że okładka zaprojektowana przez Pawła Panczakiewicza wpadła mi w oko. Widok porcelanowej główki lalki z wyrazistymi niebieskimi oczami okolonymi czarnymi rzęsami, z kontrowersyjną czerwoną plamą, ciemne tło z liśćmi i białymi kwiatami (chociaż nie różami, które odgrywają wielką rolę w książce więc trochę szkoda, że jednak nie), robiła wrażenie i powodowała ciekawość co kryje się w treści tego jakby nie było, horroru.

Do tej pory czytałam jedną książkę autorki, „Niepokorną”, oceniłam jak widzę, całkiem dobrze a po tę sięgnęłam bo cóż, miałam chęć na horror właśnie. 
Początkowo „Śpij, dziecinko, śpij…” rozpoczyna się tak, że trochę obawiałam się klonu „Dziecka Rosemary”. Z drugiej strony, sądziłam, że raczej autorka nie miałaby ochoty na aż takie kalki, skoro dysponuje własną wyobraźnią i nie myliłam się, było to coś innego. 

Ponieważ Autorka zgłosiła swoją uwagę, że według niej zdradzam zbyt wiele z treści, dalsza lektura wpisu jest na Waszą odpowiedzialność. Mnie wydaje się, że nie zdradzam kluczowych tajemnic a chciałam zachęcić do lektury a nie poprzestać na opisach z okładki.

Akcja książki rozpoczyna się w pięknym i ważnym dla młodych małżonków momencie a mianowicie w chwili gdy nareszcie , po dwumiesięcznym remoncie, Natalia i Marek stają w drzwiach własnego, ogromnego mieszkania na parterze starej kamienicy przy rynku Krotoszyna. Do pracy będą mieli co prawda bardzo daleko bo dojeżdżać muszą do kancelarii prawnej prowadzonej przez ojca Marka w Poznaniu (oboje małżonków jak i teściowie kobiety są prawnikami) ale trudy dojazdu rekompensuje zarówno większy metraż mieszkania jak i samo położenie. Mieszkanie jest na własność jedynie Natalii. Jej sytuacja rodzinna jest dość skomplikowana, bowiem kobieta wcześniej została bez rodziców. Ona i jej starsza siostra Monika i starszy brat Maks zostali wówczas pod opieką kochanej babci. Babci, która zapewniła zarówno miłość jak i silne wsparcie materialne a własny dom pod koniec życia przepisała w testamencie wyłącznie Natalii, która po jego sprzedaży miała gotówkę na mieszkanie. Natalia jest więc w tej kwestii niezależna od męża, co jest dla niej ważne. 

Młodych ludzi cieszy jednak jeszcze coś o wiele bardziej ważnego niż nowe mieszkanie a mianowicie fakt, że za parę tygodni na świat przyjdzie ich pierwsze dziecko. 

Tak więc wszystko wydaje się być na najlepszej drodze do tego aby Natalia mogła stwierdzić, że jest naprawdę szczęśliwa a w jej życiu wszystko układa się zgodnie z jej marzeniami i oczekiwaniami. Aż do chwili gdy już pierwszej nocy w nowym mieszkaniu kobieta zostaje obudzona przez płacz dziecka. A konkretnie przez płacz noworodka. Rozpaczliwy płacz dziecka, które jedynie w taki sposób może oznajmić światu, że dzieje mu się coś złego i potrzebuje natychmiastowej pomocy.
Marek, obudzony przez żonę twierdzi, że żadnego płaczu nie słyszy. Może więc to był jedynie realistyczny sen a może jakieś przełożone na takie wrażenie płaczu obawy przyszłej mamy, która za dwa miesiące ma powitać na świecie pierwsze dziecko? Tym bardziej, że już szybko zdarza się ponownie coś bardzo dziwnego. Jakiś niezwykły sen na jawie, który przytrafia się Natalii w gabinecie, w którym kobieta chciała chwilę popracować nad materiałami z kancelarii prawnej, w której pracuje. W tym ni to śnie ni koszmarnej jawie, przyszła matka widzi jakąś okropną starszą kobietę (szybko zacznie nazywać ją Staruchą), która kołysze w kołysce malutkie dziecko śpiewając mu niepokojącą kołysankę „Śpij, dziecinko, oczka zmruż”. Niestety, szybko okaże się, że jest to tylko jeden z owych przedziwnych snów czy wizji jakie dotkną Natalię. Będzie ona miała ich znacznie więcej a co gorsza, odkrywać będą one przed nią straszną prawdę dotyczącą miejsca, w którym przyszło jej zamieszkać.

Kamienica położona jest przy rynku ale od strony sypialni młodych rosną niezwykłe róże. Niezwykłe nie tylko z powodu swojej bieli ale i przedziwnego faktu. A mianowicie takiego, że rosną w niesamowicie szybkim tempie. Wydają się też bronić się przed ludźmi, którzy chcą je ściąć. Kiedy jej teściowa, trochę na złość Natalii, chce ściąć sobie trochę tych róż, zdarza się coś dziwnego i nieprzyjemnego. Róże jakby broniąc się przed cięciem ranią dotkliwie matkę Marka.

Tak więc nowe gniazdko, w którym wszystko tak miało się układać, zaczyna jawić się całkiem inaczej niż miała na to nadzieję Natalia. 
Coraz częściej pojawiają się jej wizje ze Staruchą, róże zachowują się również przedziwnie. Marek wydaje się jej nie wierzyć, do tego stopnia lekceważąc jej obawy, że kobieta wybiera się bez jego wiedzy do gabinetu psychologa, Krzysztofa Panka aby dowiedzieć się czy może nie zaczyna po prostu tracić zmysłów i czy może to wszystko, co widzi, słyszy, w czym uczestniczy nie jest początkiem choroby psychicznej? Tym bardziej, że Marek nie tylko nie wspiera jej i nie stara się jakoś wspólnie działać, dowiedzieć się co tak naprawdę dzieje się z ciężarną żoną ale też jakby atmosfera nowego domu zaczynała mu się udzielać i to w tym negatywnym sensie. Szczęście w nieszczęściu, że najgorzej dzieje się w jednym z pomieszczeń mieszkania, w gabinecie, w którym po raz pierwszy miała straszny sen pani domu. I mimo, że obecność Staruchy Natalia wyczuwa praktycznie cały czas, jakby ten jeden pokój duch wziął sobie we władanie. 

Początkowo zastanawiałam się czy tak naprawdę Natalia faktycznie ma możliwość widzenia i słyszenia ducha i jego ofiar? Czy może faktycznie zaczyna chorować a może to ktoś inny, najbliższy, chce wpędzić kobietę w poczucie, że zaczyna się jej szaleństwo?

Duchy i ich istnienie obok nas nie są dla kobiety nowością. Są czymś, o czym opowiadała jej ukochana babcia a o istnieniu czegoś kobieta jakiś czas temu zapomniała lub może wyparła tę wiedzę z pamięci? Boleśnie przekonuje się, że można być dręczonym przez złego ducha.

Nie zamierza jednak poddawać się złej istocie pozaziemskiej. Chce chronić swoje nienarodzone dziecko, samą siebie i podejmuje rozliczne działania, z których odwiedziny psychologa, Krzysztofa, który z czasem zacznie się z nią przyjaźnić, są jedynie początkiem. 
Ogólnie, to powiem czy raczej napiszę to tak. Czego w tej książce nie ma? Bo i duch, i niezwykłe róże żyjące własnym życiem, i psycholog i muzealnik mający dowiedzieć się co mogło wydarzyć się w przeszłości w kamienicy, i ksiądz, który ma wesprzeć kobietę w jej niełatwej sytuacji. Wreszcie są też najprawdziwsi łowcy duchów, którzy w pewnej chwili zjawiają się na pomoc kobiecie z całym tym oprzydządowaniem potrzebnym do przekonania się o tym czy dom faktycznie jest nawiedzony. Ale mimo tego nadmiaru, całość nie wydaje się być nadmiernie przeładowana. 
Dobrze, że mimo, że osamotniona ze strony męża Marka, który zdaje się szybko bardzo zmieniać i to niestety, na gorsze, Natalia ma wsparcie w bracie Maksie i jego rodzinie. Nawiązuje też dobrą relację z Krzysztofem jak i z łowcami duchów, o których wspomniałam, Asią i Szymonem, którzy w istnienie ducha również zaczną wierzyć i będą chcieli pomóc kobiecie w tej wydawałoby się nierównej a na pewno ogromnie ciężkiej walce.

„Śpij, dziecinko, śpij…” to horror. Nie jest to więc literatura filozoficzno nie wiadomo jaka ale, mimo, że Jolanta Bartoś do napisania tej książki użyła „bezpiecznie znanych” składników, to potrawa wyszła jak najbardziej zjadliwa 😉 
Z ciekawością czytałam o tym, jak Natalia poznaje historię tego co zdarzyło się w domu, w którym zaczęła niedawno mieszkać, jak zgłębiała istotę ducha a raczej to, dlaczego uparł się akurat na nią. 
Muszę przyznać, że lubię horrory i ten zdecydowanie mnie wciągnął w swój mroczny świat. Może niekoniecznie podczas nocnej lektury podskakiwałam usłyszawszy jakieś skrzypnięcie czy stukot ale zdecydowanie wciągnęły mnie te klimaty, w którym przyszło walczyć głównej bohaterce i zdecydowanie kibicowałam jej podczas tej sytuacji licząc na to, że jednak uda się jej wyjść z niej obronną ręką. Ale zakończenie…aż ciarki mnie przeszły na samo wspomnienie!

Myślę, że pani Jolanta Bartoś zdecydowanie powinna rozważyć pozostanie jeszcze chwilę przy tym gatunku. Nie ukrywam, liczę nawet na to, że tak się stanie bowiem w wykonaniu tej akurat autorki można liczyć na coś więcej niż jedynie „straszenie duchem” a refleksje natury wręcz psychologicznej lub nawet duchowej. 


Moja ocena to 5 / 6 i pozostawiam Was tu z adnotacją, że jako czytelniczka mam nadzieję, że jeszcze jakiś horror tej konkretnej Autorki, będę mogła Wam polecić.