Wydana w Wydawnictwie Marginesy. Warszawa (2020). Ebook.

„Wiosna zaginionych” to pierwsza część planowanej przez autorkę trylogii i według mnie to zdecydowanie widać.

Krystyna Lesińska jest emerytowaną policjantką (a dawniej milicjantką). Jej życie nieodwracalnie naznaczyła tragedia. Otóż gdy jeszcze nie skończyła szkoły średniej jej starszy brat Romek wyruszył z towarzystwem ze studiów na wyprawę w góry. Z wyprawy wrócił tylko jeden jej uczestnik, Jacek. 

Pozostali bliscy zaginionych i zmarłych zostali z poczuciem krzywdy i braku zadośćuczynienia. Szansa na sprawiedliwość pojawia się gdy siedemdziesięciotrzyletnia Krystyna spotyka nieoczekiwanie Jacka w sklepie na osiedlu. Jacek mieszka nieopodal niej ! Kobieta śledzi go aż do willi, w której zamieszkuje morderca jej brata jak zawsze nazywano go w jej domu. I w tym momencie w głowie starszej kobiety rodzi się myśl, która już jej nie opuszcza. 
Chce bowiem zabić Jacka. 
Rozpoczyna przygotowania, które polegają między innymi na rezygnacji z farbowania włosów, narzekania na bolące biodro i ogólnie ukazaniu się ludziom w wersji „staruszka”. Tymczasem Krystyna ma w sobie całkiem dużo energii, która to dodatkowo zwiększona zostaje chęcią odwetu na Jacku. 

Plan jednak spali na panewce gdy Lesińska wejdzie do willi starszego mężczyzny z zamiarem popełnienia zbrodni a odkryje tam, że ktoś był pierwszy. Jacek Hermann najwyraźniej naraził się jeszcze komuś niż tylko Krystynie, która po kilkudziesięciu latach zamierzała zemścić się za krzywdę jakiej doznała jej rodzina.

Co jest według mnie dobre w tej książce to wykreowanie postaci Krystyny. Żadnej tam chodzącej idealnej kobiety. Raczej osoby, która wyrzuca sobie to, że nie była idealną matką, która poświęcała często dobro rodziny nad pracę. Nie jest to jednak typ zgorzkniałej i rozpolitykowanej starszej pani a osoba, która przyjmuje świat i rzeczywistość takimi jakie są o ile nie ma pomysłu na to jak zmienić coś, co ją w tej rzeczywistości uwiera. 
Bardzo podobało mi się też to, jak transparentną wydaje się być postać emerytowanej policjantki. Tak, jak się postrzega osoby starsze. Właściwie niemal ich nie postrzega. A już wzięcie pod uwagę starszej pani w kontekście popełnienia przez nią zbrodni wydaje się być sporym żartem. 

Spotkałam się z zarzutem, że książka dzieje się w niespiesznym (czytaj „nudnym” dla niektórych ) tempie. Nie uważam tak, tempo wcale nie jest rozlazłe. Ale jeśli komuś się takie wyda, to według mnie tylko na plus, bo tworzy idealne tło dla tego co chce osiągnąć Krystyna. Starsza pani jednak nie ma aż takiej werwy jak miała chociażby pięćdziesiąt lat wstecz więc według mnie to dobrze oddany tempo do postaci, która prowadzi prywatne śledztwo obok tego oficjalnego. 

Jeśli chodzi o mnie to czytało mi się tę książkę dobrze aczkolwiek uważam, że mogłaby być nieco krótsza. Ale to chyba jedyne zarzuty jakie mam wobec niej. 

Podchodziłam do niej z bardzo dużymi oczekiwaniami i część, ta konstruująca postaci i bohaterów, oczekiwania te spełniła. Intryga kryminalna również interesująca chociaż szkoda, że tę najważniejszą odpowiedź na pytanie jakie zadaje sobie czytelnik, autorka zostawiła na kolejne części trylogii. 

Moja ocena to 5.5 / 6. 

2 myśli na temat “„Wiosna zaginionych”. Anna Kańtoch.

Możliwość komentowania jest wyłączona.