Wydana w Wydawnictwie Egmont Polska. Warszawa (2013). Ebook.
Przełożyła Joanna Kazimierczyk
Tytuł oryginalny The Blue Castle.
Wróciłam po raz kolejny do tej książki, tym razem za sprawą wyzwania książkowego, w którym biorę udział. Niestety, tłumaczenie pani Kazimierczyk nie należy do najzręczniejszych. Wybrałam to, bo moja wersja z Naszej Księgarni (z okładką Joanny w kapelusiku, zielonej sukni i w różanym naszyjniku , bo tamto tłumaczenie ma Joannę a nie Valancy , jako bohaterkę) jest niestety, dla odmiany bardzo okrojona (bardzo, naprawdę). Tak czy inaczej, powtórzyłam sobie jedną z ulubionych książek i wciąż, mimo tego tłumaczenia, zachwyca mnie ona. 
L.M.Montgomery kojarzona jest w pierwszej kolejności z rudą adoptowaną dziewczynką ale kiedy ja myślę o tej autorce, od razu właśnie „Błękitny Zamek” do głowy mi przychodzi. 
Valancy Stirling poznajemy w przeddzień jej dwudziestych dziewiątych urodzin. To kobieta młoda ale po pierwsze, wychowana w czasach gdy jej równolatki nierzadko cieszyły się już gromadką dzieci a po drugie, wychowana w okropnie surowej , nieprzyjemnej rodzinie. 
Valancy jest zahukana i pozbawiona możliwości rozwoju. W domu. Natomiast odżywa w wyobraźni. I podczas czytania książek przyrodniczych niejakiego Fostera. W wyobraźni Valancy prowadzi odmienne życie w wyimaginowanym Błękitnym Zamku, w którym niepodzielnie rządzi u boku mężczyzny (wraz z dorastaniem bohaterki zmienia się jej wyobrażanie o męskim ideale). A przyrodnicze książki pozwalają jej odkryć to, co sama chętnie by odczuła, gdyby tylko jej toksyczna rodzinka pozwoliła jej żyć pełną piersią. 
I być może Valancy (napisałam Joanna, tak jak to jest w książce znanej mi z dzieciństwa, cóż, przyzwyczaiłam się do tego, że bohaterka to Joanna vel Buba a nie Valancy zwana przez bliskich Doss) trwałaby w takim letargu, odczuwając się po części jak martwa za życia, gdyby nie pewno wydarzenie. A właściwie wizyta Valancy u lekarza. Od pewnego czasu kobieta odczuwa bóle w klatce piersiowej, jakiś rodzaj duszności. Niepokoi ją to na tyle, że pragnie zasięgnąć porady lekarza. Nie jednak tego, do którego z przykazania udają się wszyscy członkowie klanu Stirlingów, a do kogoś zupełnie innego. Wizyta zostaje przerwana nagłym telefonem, który wytrąca lekarza z równowagi do tego stopnia, że wybiega z gabinetu. 
A jakiś czas potem Valancy otrzymuje od niego list z informacją o swoim stanie zdrowia. 
I ten właśnie list spowoduje, że Valancy zapragnie podjąć walkę o to aby zacząć nareszcie żyć. Żyć pełnią życia. Nie ma bowiem właściwie już nic do stracenia. I to właśnie od tego momentu, momentu wyzwolenia Valancy , zaczyna się najlepsza część książki. 
Po raz kolejny zachwycam się „Błękitnym Zamkiem”. Czasem aż trudno jest mi wierzyć, że to książka z roku 1926. Według mnie jest zaskakująco współczesna i porusza temat aktualny wbrew pozorom i w naszych wyzwolonych czasach dwudziestego pierwszego wieku. Temat poświęcenia się innym, poświęcenia swoich marzeń w imię jakichś bardziej lub mniej zasadnych oczekiwań. To wreszcie powieść o wyzwalaniu się , o wybieraniu własnej wolności, o realizacji siebie samej i swoich marzeń. 
Moja ocena tradycyjnie niezmienna , czyli 6 / 6.