doktor No

 

Wydana w Przedsiębiorstwie Wydawniczym Rzeczpospolita SA. Warszawa (2008).

Przełożył Robert Stiller. Tytuł oryginału Dr No.

Sylwestra i Nowy Rok oraz parę następnych dni witałam nie tylko w towarzystwie P. ale i najsłynniejszego chyba agenta na świecie, Jamesa Bonda czyli słynnego 007:)
Nie wiem, czy już to kiedyś pisałam (chyba raz) jestem miłośniczką Jamesa Bonda. Moim ulubionym filmowym odtwórcą tej roki jest Sean Connery. Mogę do tych filmów wracać i wracać i nic mi nie przeszkadza, że niektóre części już stareńkie się zdają. Może i Bond nie ma w nich telefonu komórkowego czy komputera ale jakoś zawsze daje sobie radę.

Z chęcią więc sięgnęłam po „Doktora No” tym bardziej, że w piątek przed Sylwestrem TVP pokazała tę właśnie część. Tak więc mogłam spokojnie czytać sobie o tym, jak to Bond po raz kolejny ratował świat przed bardzo złymi ludźmi skoro wiadomo było z góry, że wszystko skończy się dobrze. 

Akcja książki rozpoczyna się gdy na Jamajce ginie dwoje ludzi. Dla władz Jamajki jasne jest, że to ucieczka pary kochanków, jednak pewni ludzie w Londynie woleliby się o tym upewnić. Nie sami oczywiście. M. wzywa się Bonda, który dociera do biura po miesiącach rekonwalescencji w szpitalach w wyniku obrażeń odniesionych w części poprzedniej czyli „Pozdrowieniach z Rosji”. M. nie dość, że jest niezadowolony, to nakazuje Bondowi wymianę ulubionej broni i również wyjazd na Jamajkę w celu sprawdzenia sytuacji. Tajemnicze zniknięcie dwójki ludzi nawet M. początkowo nie wydaje się aż taką poważną sprawą jaką jest a o czym szybko dowie się o tym Bond, który oczywiście z kolejną akcją na Jamajkę się uda.

Tam już szybko akcja toczy się ukazując jak niewinne z pozoru zdarzenie może skrywać wielkie międzynarodowe wręcz afery i powiązania a to wszystko ma coś wspólnego z tajemniczym mężczyzną, który osiadł na wysepce nieopodal stałego lądu. Bond oczywiście będzie musiał się z tym zmierzyć i naprawić wszelkie zło, jakiego dopuścili się inni.

Moja ocena to 5 / 6.