…od piątku mieszka z nami nowy lokator, kanarek  (gloster wyrośnięty jak się jednak okazało). To mój trzeci a P. drugi kanarek. Mój pierwszy mały przyjaciel przeżył 15 lat, w tym większość mojego dzieciństwa i po jego śmierci płakałam długo. Długo potem słyszałyśmy z Mamą trzepot jego skrzydełek albo nawet popiskiwanie. Ot, siła przyzwyczajenia. Drugi kanarek miał niestety, krótki żywot, ale jego śmierć przeżyliśmy również okropnie. Mam nadzieję, że ten będzie zdrowy i będzie z nami długo i szczęśliwie sobie żył.
Na razie jest bardzo zadowolony, okazał się być towarzyski.
Aby nie brakowało mu śpiewu ptaków , z którymi do tej pory przebywał, wynalazłam mu z naszego stosu płyt nagranie z majowym koncertem słowika i to był strzał w dziesiątkę, bo jest nią zachwycony. Wyśpiewuje ze słowikiem wspólne koncerty i stara się go oczywiście prześpiewać (śpiewa tak ładnie, że nie mogę tego określić mianem "przekrzyczenia":).
Odnalazłam już w internecie forum dla miłośników kanarków i zamierzam się tam zapisać, bo trzeba przyznać, że zawsze można sporo ciekawostek się na takowym forum dowiedzieć no i zawsze coś nas łączy z kimś innym.
Co do kanarka, to na razie jestem dość zdziwiona, że nie chce jeść jabłuszka, którym go nęciliśmy. Moje dwa poprzednie kanarki za jabłkiem wprost szalały, pierwszy, to jeszcze jak mu się mocowało jabłuszko, to już pędził i wgryzał się w nie, łakomy na przysmak. A ten nie chce. A wierzcie, oferowaliśmy mu naprawdę smakowite. Zobaczymy, jak z jajkiem, ale niestety, nie mieliśmy żadnego na podorędziu, jutro się kupi.
Nie chciał też skorzystać z kąpieliska. Nie i nie. Nawet mam wrażenie, że demonstracyjnie zaczął toaletę "na sucho", żeby udowodnić nam, że jest czyściutki i nie potrzebuje wody, żeby się wymyć. A to też dość dziwne, bo większość kanarków uwielbia kąpieliska, które stanowią wyposażenie klatki.
To na razie tyle o nowym lokatorze;)